W dziwnym świecie i w dziwnym kraju żyję. Naprawdę. Nie pozuję. Zwyczajnie z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, a nawet z godziny na godzinę coraz mniej rozumiem. W Starym Testamencie opisane jest wznoszenie wieży Babel; na koniec Bóg miesza ludziom języki i przedsięwzięcie nie dochodzi do skutku. Odnoszę wrażenie, że od XVIII w. dzieje się coś podobnego. Ludzkość postanowiła wznieść wieżę szczęśliwości opartą na oświeconym umyśle; by do tego nie dopuścić Bóg pomieszał nam rozumy. Każdemu wydaje się, że rozumuje logicznie, że inni myślą podobnie do niego, i że głupcami są ci co sądzą inaczej. Nic podobnego. Wszyscy poruszamy się tylko w świecie własnych wyobrażeń, a jakiś magik wyciąga z kapelusza kolejne króliki.

Od ponad 20 lat budujemy w Polsce krainę szczęśliwości, gonimy świat w postępie (oczywiście rozumianym jako coś pozytywnego); podobno powstaje też obywatelskie społeczeństwo. W sobotę rano wysłuchałem wiadomości i przeglądu prasy w radiowej Dwójce: premier apeluje by związki zawodowe nie protestowały podczas Euro 2012. Ale niby dlaczego? – zapytałem sam siebie w myślach. Czemu ktoś nie ma wykorzystywać dostępnych mu środków do obrony społecznej oraz walki politycznej? Z drugiej strony apel Donalda Tuska jest analogiczną walką o interesy rządu z organizacjami związkowymi; w prawdzie rada ministrów powinna być reprezentantem interesów społeczeństwa, a nie FIFA i firm chcących zarobić na piłkarskich igrzyskach, ale jeżeli założymy, że tak naprawdę to każdy broni swojego interesu, to wszystko staje się jasne. Gdyby premier naprawdę chciał spokoju podczas mistrzostw to już wcześniej rozpocząłby konsultacje z organizacjami społecznymi, doszedł do jakiegoś porozumienia. Tymczasem chodzi mu jedynie o zapewnienie własnych celów kartą spokoju społecznego. Dlatego toczy się gra, w której każdy chwyt jest dozwolony, a udawanie, że istnieją ogólne wartości, np. w postaci interesu społecznego, jest hipokryzją współczesnej demokracji.

Zastanawiam się też, jak wygląda polskie społeczeństwo, o którym tak dużo się mówi. Na publicznych forach i w codziennych sporach ludzie się nienawidzą (o czym już pisałem), a młodzież trwa w oderwaniu od rzeczywistości, żyje w wyimaginowanym przez media świecie, najczęściej pasożytując na rodzicach. W szkołach, które teraz muszą konkurować o uczniów, nieomal wszystkich przepycha się z kasy do kasy, daje matury, pozwala studiować cokolwiek, nawet to co nie jest do niczego potrzebne. Na koniec okazuje się, że tak naprawdę, po podstawówce, gimnazjum, liceum i studiach, absolwenci nie nauczyli się nic pożytecznego, i że nikt ich do niczego nie potrzebuje, a wartość jednostki wyznacza tylko wskaźnik konsumpcji. Magistrzy i licencjaci powinni jednak wiele lat pracować na emeryturę; tyle że ani pracy, ani emerytury nie dostaną, bo czy murzyn, arab, żółtek lub hindus będzie chciał nadal pracować na emeryturę i dobrobyt uprzywilejowanej części świata? Przecież tam daleko, żyją tacy sami ludzie jak w Europie. Obywatele dalekowschodnich państw chcą żyć, kochać tak samo jak inni, przetrwać dany im od losu czas; są normalnymi przedstawicielami gatunku. Ale tak jak w piosence T.Love, razem z Muńkiem zaśpiewajmy, że „jest super”, tyle, że chyba zbyt wielu ludzi zapomina o ironii ukrytej w tekście.

Pozornie wyartykułowanie powyższych opinii do niczego nie prowadzi, ale dla niektórych stwierdzenie negatywnych faktów jest bodźcem pobudzającym do działania. Mi wydaje się to całkiem logiczne, bo czy po wpadnięciu do bagna naturalnym odruchem nie jest chęć wydostania się z niego. Podobnie kiedy na ulicy wdepniemy w psie gówno odruchowo chcemy się go pozbyć, wytrzeć podeszwę o cokolwiek, tylko po to by jak najszybciej nie mieć nic z nim do czynienia, by nie pozostał ślad na obuwiu. Współczesna masowa kultura i globalna gospodarka żywi się konsumpcją, zmusza wszystkich do konkurowania zamiast współpracy, podsyca wszelkiego typu egoizmy, karmi ludzi agresją, medialną przemocą i seksem, który nie jest przejawem wyższych uczuć, a jedynie traktowaniem drugiej osoby przedmiotowo. Dlatego może warto się zastanowić po co żyjemy, do czego dążymy, czy wszystkie produkowane dobra są nam naprawdę potrzebne? Może zabawa z dzieckiem ma większą, choć niepoliczalną, wartość niż praca na zakup dla niego kolejnej zabawki lub gadżetu? Może poczęte nie w porę dziecko stanie się większym szczęściem niż to zaplanowane po karierze, samorealizacji, zakupie domu, samochodu i mebli? Może zamiast walczyć z buntem dorastającego dziecka warto poświęcić mu więcej czasu na rozmowę i zrozumienie? Warto się zastanawiać jak wygląda świat, który tworzymy i czy naprawdę chcemy tego co inni chcą byśmy chcieli? To, że są stworzenia, które żyją w bagnie lub przylatują do śmierdzącego ekskrementu nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem zachowywania się jak one.